Pomoc   Zapytanie   Kontakt   www.promy.pl

WYCIECZKI PROMOWE ORAZ LOTNICZNE NA ISLANDIĘ

Home
Islandia promem
Islandia samolotem
Islandia
Przydatne informacje
Nasza wyprawa
Promy
Kontakt
 
 
 
  Newsletter

      Chcesz dostawać informacje
      o nowych wycieczkach.




 
      Nasza wyprawa 2003 rok.
 

 Wyjazd z Polski 08.08.2003 - do przejechania 1400 km do Danii do miasteczka portowego Hanstholm. Nastroje super, wielkie oczekiwania i nastawienie na przeżycie wielkiej przygody. Droga zleciała szybko i 09.08.2003 byliśmy w porcie. Tam czekał już na nas prom Smyril Line "Norrona" - naprawdę imponujący kolos. Zaokrętowanie poszło sprawnie i szybko znaleźliśmy się w naszej kabinie, gdzie mogliśmy troszkę odpocząć przed przygodą, która nas oczekiwała.

 

Rejs na Wyspy Owcze przebiegł spokojnie, morze było gładkie, słońce świeciło i dwa dni oraz dwie noce na promie minęły bez problemów. Do Wysp Owczych dotarliśmy 11.08.2003 na 06:00 naszego czasu (na Wyspie jest to 05:00).

 

Na Wyspach Owczych, po zakwaterowaniu w hotelu Foroyar, wyruszyliśmy na pierwszą przejażdżkę. Jazda była bardzo prosta, mały ruch, a stolica Torshavn jest tak mała, że wystarczy 5 minut jechać samochodem w obojętnie którą stronę, aby wyjechać z miasta. Tubylcy są przyjaźnie nastawieni do Polaków. Na Wyspach Owczych, jak wskazuje na to ich nazwa, jest pełno owiec. Są one wszędzie: na skałach, w miasteczkach i robią co chcą. Wystarczy przejechać jakieś 20 km od Torshavn w góry, aby doznać uczucia że jest się w raju. Gdy to zrobiliśmy znaleźliśmy się w miejscu, w którym otoczyły nas setki ptaków różnych gatunków oraz owce i krowy. Wszystkie te zwierzęta zachowywały się tak, jakby nas witały i czuliśmy się, jak w innym świecie, trochę nierealnym i zaczarowanym.

 

Po 3 dniowym pobycie na Wyspach przypłynął po nas prom i zabrał nas na Islandię, która była celem naszej podróży. Wypłynięcie z Wysp Owczych to kolejne niesamowite przeżycie. Płynie się pomiędzy fjordami, a następnie wypływa się na otwarty ocean. To robi wrażenie.

 

Po przypłynięciu na Islandię zastała nas wspaniała pogoda i od razu zobaczyliśmy przepiękne góry pokryte na szczytach śniegiem. Ruszyliśmy w podróż dobrą asfaltową drogą. Po przejechaniu 5 km z Seydysfjordur zobaczyliśmy piękny wodospad, przy którym zjedliśmy śniadanie. Po drodze do głównej drogi Islandii nr (1) zobaczyliśmy jeszcze 2 wodospady, równie piękne, jak ten pierwszy. Następnie wjechaliśmy na drogę numer (1), która była naszą trasą wokół Islandii. Jadąc drogą, można zobaczyć majestatyczne góry oraz liczne wodospady z nich spływające. Chcąc urozmaicić sobie trasę wybraliśmy drogę troszkę gorszą, ale ciekawszą - przez góry do Djupivogur. Droga była dosyć dobra jak na islandzką drogę boczną, a widoki zapierały dech w piersiach.

 

Następnie wjechaliśmy do Hofn - małego islandzkiego miasteczka. Islandia swymi widokami zaskakuje ciągle, czasami zdaje się nam, że jesteśmy na innej planecie albo w bajce. Jadąc dalej, dojechaliśmy pod przepiękny wodospad, pod który można bardzo blisko podejść tak, że czuje się całą jego siłę.

 

Islandia ciągle zaskakuje. Najbardziej zaskoczyła nas Zatoka Jokulsarion, do której wpadają kawałki lodowca, tworząc tak piękną zatokę z pływającymi po niej górami lodowymi że cały czas mieliśmy otwarte buzie. Wydawało się nam, że to już wszystko na dzień dzisiejszy, co może nas spotkać, wsiadamy do samochodu, jedziemy, a tu po drugiej stronie zatoczki w miejscu, gdzie woda z niej wpływa do oceanu, pływają sobie foczki.

 

Ruszyliśmy dalej drogą nr. (1), wciąż to zbliżając się, to oddalając się od lodowca. Lodowiec Islandii jest największym lodowcem Europy. Z drogi widać szczeliny, niektóre muszą mieć po 50 m głębokości. Następnie podróż wśród niesamowitych widoków pustyni z czarnego piasku, pustyni z lawy pokrytej mchem - wszystko to wygląda tak inaczej, że naprawdę zadziwia.

 

Kolejnym etapem naszej podróży był największy wodospad na Islandii Gullfoss oraz rejon Gejzerów. W porównaniu do poprzednich rejonów Islandii, rejon gejzerów jest już skomercjalizowany - dużo ludzi, liczne sklepiki z pamiątkami - mimo to same gejzery są bardzo ciekawe, a szczególnie jak się czeka z kamerą lub aparatem na wybuch, a gejzer jakby wiedział, że na to czekamy i straszy ciągle, że wybuchnie, a następnie woda w nim opada. Ale w końcu wybucha wyrzucając na jakieś 30 metrów wodę do góry. Wodospad Gullfoss to olbrzymie ilości wody przelewającej się, spadając z 20 merów w dół, tworzącej nad sobą olbrzymią ilość pary wodnej, która przemoczyła nam ubrania.

 

Następnym etapem podróży była Błękitna Laguna - najbardziej znane gorące kąpielisko na Islandii - jest to duże jeziorko pełne ciepłej słonej wody o temperaturze od 37 do nawet 100°C. Są tam także wiadra z białą mazią, którą ludzie smarują się bez umiaru, bo ponoć ma to poprawić stan skóry. To dla tych, którzy chcą być "forever jung".

 

Następnie skierowaliśmy się do Ameryki. Tak, właśnie do Ameryki, gdyż na Islandii jest most nad pęknięciem w ziemi, którym to pęknięciem ponoć zaczęło się pęknięcie kontynentu i jego rozpad na poszczególne części, tak więc będąc na Islandii można przejść się mostem do Ameryki (jedyna możliwość bez wizy). Po krótkim pobycie w Ameryce skierowaliśmy się do Rejkjawiku. Im bliżej stolicy, tym drogi coraz lepsze, ruch coraz większy. Sama stolica to urocze miasteczko, w którym mieszka większość Islandczyków. Są tam wąskie uliczki, po których można się przechadzać oraz liczne sklepy z pamiątkami, które są tam najtańsze na Islandii. Jest tam też pomnik "Łodzi Wikingów".

 

Kolejnego dnia skierowaliśmy się do Akureyri. Na drodze nr. (1) znajduje się podwodny tunel pod zatoką Hyaliugrdur (1000 ISK za przejazd samochodu osobowego czli około 50 PLN). Po drodze mijaliśmy mnóstwo koni - niektóre wyglądają jakby były dzikie. Jest tam także coś dziwnego przy drogach, a mianowicie kamienie pomalowane w domki oraz małe skrzaty przy nich i to zupełnie na odludziach. Akureyri jest dość dużym jak na Islandię miastem. Jest tam także sklep sieci Bonus, gdzie można zaopatrzyć się w żywność po cenach zbliżonych do polskich. Cała część Islandii od Rejkjawiku do Akureyri jest bardziej zaludniona niż reszta Islandii.

 

Po wyjeździe z Akureyri wjeżdża się z powrotem w tą dziką część Islandii. Kończy się droga asfaltowa, częściowo jest już żwirowa, ale ubita i dobrze się po niej jeździ. Droga numer (1) prowadzi nad powulkaniczne jezioro Myvatn. Po drodze zjechaliśmy z drogi głównej, kierując się nad największy kanion Islandii oraz wodospad Godafoss - równie wielki i potężny jak ten największy. Następnie objeżdżamy samo jezioro Myvatn oraz pustynię lawy. Są tam olbrzymie posągi z lawy, która 2,5 tys. lat temu wylewała się z pobliskiego wulkanu. Po nasyceniu się widokiem jeziora ruszamy dalej, na zdobycie szczytu wulkanu, wejście na szczyt zajmuje około 20 min, powrót nieco mniej. Jadąc dalej, można zobaczyć przy drodze błękitne jeziorko pełne gorącej wody (w najcieplejszym miejscu jak było napisane na tablicy ostrzegawczej z napisem "Hetta" czyli uwaga w języku islandzkim - 120°C). Można się w nim wykąpać albo ugotować. Cała góra nad jeziorkiem dymiła, tworząc wrażenie, jakby się wszystko paliło. Na Islandii widać, że nasza planeta jest jak żywy organizm.

 

Następnie ruszamy w dalszą drogę. Po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów znaleźliśmy się na Marsie. Wokół czerwone góry, a przed nami liczne dymiące wyrwy w czerwonej ziemi. Podchodząc do nich zobaczyliśmy że gotuje się w nich błoto. W części Islandii, od jeziora Myvatn do gotującego się błota, jest niesamowicie dużo małych muszek które rzucają się na człowieka, jednak nie gryzą. Jest to jedyny rejon Islandii, gdzie spotkaliśmy muchy. Następnie odbyliśmy podróż do Seydysfjordur drogą koloru różowego w otoczeniu pięknych różnokolorowych gór oraz po kompletnie niezamieszkałym terenie aż do miasteczka Egilsstadir. Dalej już tylko przejazd do Seydysfjordur, gdzie już czekała na nas Norrona i smutne pożegnanie z Islandią. Czas wracać do domu, ale pozostało tysiące miłych, niesamowitych wrażeń, które tak głęboko zapadły w nasze serca, że nie pozwolą się doczekać następnej wyprawy.

 

Islandia jest niesamowitym krajem, który ciągle zaskakuje swą przyrodą, pogodą oraz ludźmi tam mieszkającymi. Są oni uprzejmi uśmiechnięci oraz całkowicie bez stresu podchodzą do życia. Warto tam pojechać i zobaczyć miejsca nietknięte przez cywilizację oraz dotknąć oddechu Ziemi.

 

Łukasz i Aga 

 

 
 

 
    ilość odwiedzin: 359823, dzisiaj: 232 Copyright PETPOLONIA